One holds one's breath



 
IndeksCalendarFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Przyjdź, Chochole, na wesele...

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Chochoł

avatar

Nazwisko : O'Theneas.
Imię/pseudonim : Imani, niemniej znana jako Chochoł.
Wiek : Niecałe 19 lat.
Broń : Mizerykordia, urok osobisty~
Wygląd : Niska (154 cm), filigranowa, jednak niepozbawiona kobiecych kształtów, o twarzy wyrażającej wrodzone marzycielstwo, o ujmujących oczach i długich, jasnych, lekko pofalowanych włosach. Ubiera się głównie w luźne, nieograniczające ruchów stroje.
Fabularnie : Nad rzeką~
Liczba postów : 6

PisanieTemat: Przyjdź, Chochole, na wesele...   Czw Lis 07, 2013 12:36 am



Jest niezwykle przywiązana do swojego przezwiska z lat dziecięcych. Brzmi ono Chochoł i oznacza ni mniej, ni więcej jak słomiany snopek. Skąd wziął się taki pomysł? Cóż, to już inna historia, która być może zostanie opowiedziana w nieco późniejszym czasie. Istotne jednak, że ów pseudonim wyparł niemal zupełnie prawdziwe imię dziewczyny - Imani.



Po matce - O'Theneas, jako że o wiele wygodniej było posługiwać się mało znanym nazwiskiem matki, niż arystokratycznie zabarwionym mianem ojca (matka dziewczyny pochodziła z niższych warstw społecznych).



Uzdrowiciele.



Oceniając jedynie po fizjognomii - jakieś 17 lat. W rzeczywistości jednak jest prawie dwa lata starsza, niż na to wygląda.



Z całą pewnością kobieta. Wprawdzie w przeszłości, ze względu na swoje mało dziewczęce zachowanie, przeważnie brana była za chłopca, atoli wszystkie wątpliwości zostały rozwiane, odkąd nabrała kobiecych kształtów.



Pociągają ją wyłącznie mężczyźni, z czego bez trudu można wysnuć wniosek, iż jest heteroseksualna.



Do opisania aparycji Imani wystarczy zaledwie jedno słowo - niepozorna. Całym swoim wyglądem zewnętrznym zdaje się przeczyć silnemu i stanowczemu temperamentowi, jaki posiada.
Niska, mierząca zaledwie 154 centymetry wzrostu, drobna, o niebywale jasnej i gładkiej cerze, nieco zapadniętych policzkach, na których z rzadka goszczą delikatne rumieńce. O oczach lazurowych niczym wody tropikalnych wysp, głębokich, przeszywających, jakby nieobecnych - zdaje się być wyrwana z tego świata, nierealna. Często widoczny na twarzy wyraz zadumy i rozmarzenia, kontemplacji spraw niedostępnych i nierozumianych przez otoczenie, tylko potwierdza wrażenie, jakoby należała do zupełnie innej, odległej rzeczywistości. Do perfekcji opanowała sztukę operowania mimiką twarzy. W przeciągu paru sekund, za sprawą jakiegoś nagłego, pojedynczego impulsu, potrafi zmienić swoje oblicze nie do poznania, zgodnie z ogarniającym ją nastrojem. Na ogół jednak utrzymuje na twarzy wyraz nieznacznego rozbawienia, fascynacji otaczającym światem, ograniczony przez jakieś bliżej nieokreślone obawy. Jednym słowem - wyraz niezwykle enigmatyczny.
Ważną częścią jej aparycji są włosy - długie, jasne, o słomianej barwie opadają gęstą kaskadą na delikatne ramiona, wywijając się filuternie na końcach, a źle przystrzyżona, niesforna grzywka przeważnie zasłania znaczną część twarzy, nadając dziewczynie zabawny, nieco infantylny charakter. Włosy to jedyna część wyglądu, o którą Imani skrzętnie dba. Co więcej, o którą wyjątkowo lubi dbać. Zdarzało się nie raz, że, kiedy na dworze panowała niepogoda, przesiadywała całymi dniami w swoim domku, zaplatając co raz to nowsze, wymyślne fryzury. Wplatając i wyplatając przeróżne upiększacze, tworząc nawet własne, nowatorskie ozdoby.Tak, włosy od zawsze pielęgnowała z wyjątkowym nabożeństwem i zapewne nie wybaczyłaby nikomu, kto śmiałby nie docenić (lub co gorsza skrytykować) chociażby pojedynczy ich kosmyk.
Abstrahując od pięknych, jasnych włosów, posiada budowę wyjątkowo filigranową, jednak wciąż kobiecą, zachowującą wszystkie należyte kształty, notabene skrzętnie przez nią ukrywane. Imani niechętnie uwypukla swoje wdzięki, co przejawia się zazwyczaj w noszeniu luźnych, nieograniczających ruchów strojów, przeważnie w najróżniejszych odcieniach brązów, beżów czy zieleni. Niemniej, mimo braku przywiązania do kobiecych, wytwornych sukni - najnowszych krzyków mody dla pań z wysokich sfer, dziewczyna bardzo dba o swój niewyszukany ubiór, pilnując, aby zawsze był schludny i czysty, oraz, w miarę możliwości, urozmaicając go wszelakimi, nie rzucającymi się zanadto w oczy, dodatkami.



Ta istotka, o opisanej wcześniej, drobnej posturze, w rzeczywistości niesie ze sobą niebywały ogrom siły charakteru. Roztaczając dookoła wieczną, nieprzeniknioną aurę tajemnicy i niepewności, budzi wśród obcych ogólną ciekawość. Bez żadnych planów na przyszłość - daleką czy bliską, bez oczekiwań względem losu, delektuje się wszystkim, co uda jej się wyrwać skąpej fortunie. Nastawiona w głównej mierze na realizowanie własnych, najczęściej spontanicznych inicjatyw, rzadko zwraca uwagę na opinie czy poglądy innych. Zdarza się jednak, że, ugodzona nagłą falą zdrowego rozsądku, nabiera zrozumienia, zaczyna patrzeć nieco bardziej empatycznie. Niemniej, takowe incydenty należą do rzadkości.
Niezwykle ambitna, kultywuje wpojone w dzieciństwie przekonania, jakoby we wszystkim musiała wieść prym. Natrafiając na temat, sprawiający jej problemy, którego nie udało się zwyciężyć w żaden sposób, ciska go w odmęty zapomnienia. Tak było w przypadku nieudanej kariery łuczniczki i wielu innych, zabitych dechami, będących najzwyczajniej w świecie tematem tabu, spraw.
Nieco ekstrawertyczna, lubi pojawić się znikąd z jakimś ciekawym, szokującym newsem. Nie zdradzając jednak wszystkich szczegółów, uchyla zazwyczaj zaledwie rąbka tajemnicy, pozostawiając słuchaczy z niedosytem, z zapotrzebowaniem na więcej informacji. To jeden z wielu przykładów jej licznych, irracjonalnych zachowań.
Chwile wyjątkowo dobrego samopoczucia lubi spędzać na dworze, najlepiej na łonie natury. Wtedy najsilniej odczuwa zawsze żywą potrzebę obcowania z przyrodą. Nieważne, jak spędzony - czas na świeżym powietrzu nigdy nie jest czasem straconym. Zresztą, upływające godziny od zawsze nie odgrywały w życiu dziewczyny zbyt dużej roli. Zanadto była pochłonięta odkrywaniem i analizowaniem nowych, nieznanych jej rzeczy, żeby liczyć dni, a co dopiero lata. Nic więc dziwnego, że o zatrzymaniu się czasu dowiedziała się całkiem przypadkiem, podczas jednej z podróży, kiedy oznajmiono jej, że z przyczyn takich a takich, nie może opuścić krainy. Początkowo odebrała to za, mówiąc potocznie, knajacki żart. Zorientowawszy się jednak w sytuacji, opuściła rozmówcę pogrążona w zadumie.
Zwyczaj częstego rozmyślania pojawił się u niej już w dzieciństwie. Uwielbiała siadać w jakimś zacisznym miejscu i, z daleka od domowego gwaru, rozważać nowo poznane rzeczy. Niejednokrotnie zdarzało się, że krążyła ze wzrokiem utkwionym gdzieś w dal, oderwana od przyziemnych spraw. Na jej twarzy zawsze występował wówczas wyraz głębokiej refleksji.
Jeśli chodzi o relacje międzyludzkie, Imani nie ma najmniejszego problemu w nawiązywaniu nowych znajomości. Przy pierwszym kontakcie zdaje się być pogodną i otwartą osobą, skwapliwie rzucającą niepowszechnymi, często nieco cynicznymi żartami. I rzeczywiście, nie posiada najmniejszych zastrzeżeń przeciwko krótkim, niezobowiązującym związkom. Kiedy jednak w grę wchodzą głębsze relacje, pojawia się nieodparte poczucie lęku i zagrożenia sfery prywatnej, a wraz z nim - nieprzenikniona bariera.
Dziewczyna ochoczo wkracza w egzystencję najbliższych kompanów, ba, często nawet w tych dopiero co poznanych. Jakby podświadomie pragnie odgrywać w ich życiu jakąś rolę, mieć wpływ na ich decyzje. Jednakże w odniesieniu do własnego, osobistego obszaru uczuć, wspomnień i emocji, ustanawia nienaruszalne granice, odsuwając od siebie każdego, kto spróbowałaby w jakikolwiek sposób nadwyrężyć ich ochronną moc.
Nie do końca świadoma swojej fobii, nieraz zachodzi w głowę, dlaczego ludzie, choć na ogół tacy sympatyczni, na dłuższą metę unikają z nią kontaktu. I chyba nigdy nie wykoncypuje, że to być może przez swoje własne behawiory, zraża do siebie towarzyszy.



Oprócz dość ekstrawaganckiego, często absurdalnego i pełnego sprzeczności zachowania oraz zadumanej miny, nie wyróżnia ją nic szczególnego. Ani ubiór, ani wygląd (może jedynie oczy), nie zwracają na siebie należytej uwagi.



# Jako uzdrowicielka specjalizuje się w zielarstwie. Za młodu odebrała staranne szkolenie w tej dziedzinie od swojej ukochanej babki - również uzdrowicielki, a także wybitnej zielarki. Z początku nienawidziła nauki o rozmaitych roślinach, przeklinała godziny spędzone na studiowaniu skomplikowanego nazewnictwa i wszelakich zastosowań poszczególnych ziół. Zwykła je wtedy nazywać sanującym zielskiem. Z czasem jednak, za sprawą pewnych wydarzeń, nabrała wiary w ich uzdrowicielską moc, w duchu dziękując za cierpliwość i skrupulatność nauczycielki.

# Pomimo świetnego obeznania w zielarstwie, zupełnie gubi się w anatomii ludzkiego ciała. Z tego powodu była zmuszona ograniczyć swoje praktyki uzdrowicielskie do stosowania różnorakich naparów, maści czy wyciągów z ziół. Sfrustrowana, uznała w końcu, iż zielarstwo jest o wiele bardziej wyrafinowane od zwykłych, medycznych sztuczek i nie godzi się jej - wnuczce tak znamienitej zielarki, parać się pospolitą, uzdrowicielską magią.

# Parę lat temu, tknięta jakąś nieprzemożoną ambicją, chciała nauczyć się strzelać z łuku. Początkowo szkolenie szło jej nawet nie najgorzej, jednak wymagało zbyt dużego wysiłku, czemu nie mogło podołać chuderlawe ciało, dlatego dziewczyna szybko zrezygnowała ze swoich aspiracji. Niemniej do tej pory spogląda tęsknym wzrokiem na łuczników, czy też łuczniczki.

# Jest niebywale zwinna. Babcia, która odegrała tak ważną rolę w jej życiu, oprócz dokładnego wychowania, nauki zielarstwa i magii, pilnowała także, by malutka Imani nie zaniedbywała szkolenia fizycznego. Jak widać, gorliwość babci dała piękne efekty, gdyż Imani po dziś dzień cieszy się giętkim, elastycznym ciałem.

# Dziewczyna długo nie mogła przeboleć swojej niekompetencji w dziedzinie ludzkiego ciała. Zaczęła więc szukać innych sposobów na zrealizowanie niespełnionych ambicji. I w końcu znalazła. Nowe źródło zainteresowań zwało się - hipnoza. Enigmatyczna, nieco przerażająca swą potencjalną potęgą, innowacyjna podówczas technika. Nowatorski sposób sterowania sferą mentalną innych osób. Imani, nie do końca pewna, czy ma do czynienia z magią, czy też raczej z jakąś dziedziną nauki, w pełni zafascynowana, z zapałem zaczęła zgłębiać hipnotyczne tajniki. Trzeba przyznać, że szło jej to o wiele sprawniej niż nauka o kościach czy innych narządach. Co prawda, nie mogąc znaleźć nauczyciela, wiele technik musiała opracowywać samodzielnie, jednak dawało jej to jeszcze większą satysfakcję. Obecnie cały czas jest na etapie zdobywania wiedzy i doskonalenia sztuki skutecznego hipnotyzowania.



Urodzona w arystokratycznej rodzinie, mimo problemów finansowych rodziców, od najwcześniejszych lat miała wszystkiego pod dostatkiem, ba, aż nadto. Ukochana córunia tatusia, największy skarb mamusi - od razu widać, że jedynaczka. Ale, jak to się zwykło mawiać, fortuna kołem się toczy; raz daje, raz odbiera. Długi rodzicieli nieubłaganie rosły i wkrótce trzeba było opuścić piękną, górską posiadłość. Nie chcąc zabierać nad wyraz cherlawego, anemicznego wręcz dziecka w nieznany świat, z bólem i niepokojem serca zostawili je u babki - ekstrawertycznej zielarki, która, niepomna na wysokie urodzenie czy fantastyczne czyny przodków, mieszkała, niczym zwykła chłopka, w małej chałupince za jakimś pomniejszym miastem.
Ochoczo przygarnęła dziecko pod swoje skrzydła, obdarzając je troską i miłością, jakiej nie można sobie wyobrazić. W czasie pierwszych paru lat spędzonych u babci, Imani miała pozwolenie na totalną samowolkę. Szalała po łąkach, lasach wraz z całą okoliczną dzieciarnią od wschodu do zachodu słońca. Wracała nieraz po takich całodziennych przygodach do domu brudna, potargana niczym strzyga. Wtedy toteż narodziło się jej przezwisko, które z późniejszymi latami przywarło do niej na stałe.
Umorusana na twarzy nie do poznania, z błyskającymi w uśmiechu białymi ząbkami, jak co dzień przekroczyła próg domu z jeszcze świeżą pieśnią na ustach i radosnym okrzykiem "wróciłam!" powitała ukochane ściany. Na to zawołanie babcia opuściła izbę, w której zwykła przyrządzać wywary i, co niebywałe, złapała się przerażona za głowę.
-Najdroższa, wyglądasz jak jakiś chochoł, nie dziewczynka!
W istocie, odkąd Imani zamieszkała u babci, odkąd całe dnie poświęcała zabawom na powietrzu, zmieniła się nie do poznania. Pominąwszy fakt, że niemal zawsze chodziła ubłocona od stóp do głów, nabrała zupełnie innej cery, była żywotniejsza, ale co najbardziej rzucało się w oczy - jej piękne, długie włosy znacznie ściemniały, przeistaczając się z niemal platynowej barwy w żywy, słomiany kolor. I teraz, stojąc w progu, potargana, z tymi słomianymi włosami, rzeczywiście wyglądała jak chochoł.
Co zabawne, Imani bardzo przypadło do gustu to określenie, także już następnego dnia wszystkie dzieci wiedziały, że oto ich towarzyszka stała się małym, żywym chochołkiem.
Dzieciństwo spędzone u babki to bezspornie najszczęśliwsze lata życia Imani. Wprawdzie ukochana babunia nie pozwoliła nazbyt długo cieszyć się jej swobodą i zmiarkowawszy tylko, że wychowanie dziecka powoli zaczyna wymykać się jej z rąk, zaraz ukróciła wszystkie wybryki wnuczki. Odłożyła nawet na jakiś czas praktyki zielarskie i sama, osobiście zajęła się edukacją swojego Chochoła. Przez następnych parę lat każdy dzień spędzały razem, dzieląc wspólne przeżycia, troski i radości.
I tu następuje moment zwrotny w życiu Imani. Była jeszcze dzieckiem, kiedy (nie, nie, babcia nie umarła), nie wiadomo dlaczego, pewnego dnia zapragnęła podróży. Było to jedno z tych silnych, nieodpartych uczuć, których w późniejszych czasach miewała więcej. Nie mogąc z nim walczyć, mimo wielkiej miłości do babci, mimo lęku przed obcym światem, pewnego dnia spakowała tobołki i, ucałowawszy babcię, po prostu wyszła.



Na wybór broni duży wpływ ma charakter. Imani, jako osoba trzymająca się na uboczu i stroniąca od bliskich kontaktów ze społeczeństwem, a przede wszystkim jako zagorzała pacyfistka, wywołuje konflikty incydentalnie, a przyparta do muru, posługuje się magią. Niemniej, ponieważ przypadki chodzą po ludziach, zwykła, opuszczając domowe zacisze, zabierać ze sobą pewien rodzaj sztyletu o wyjątkowo cienkim ostrzu - Mizerykordię. Co prawda ten rodzaj broni nie sprawdziłby się w otwartej walce, jednakże w tłumie, kiedy trzeba szybko i bezszelestnie pozbyć się nieprzyjaciela, staje się o wiele praktyczniejszy od zwykłego sztyletu (dlatego Imani trzyma się tłumu, jednocześnie pozostając mizantropem - kochajmy kontrasty).  



Jak już zostało wielokrotnie powiedziane - doskonale zna się na zielarstwie, jednakże nie wykorzystuje swoich umiejętności na rzecz dobra ludzkości. Owszem, zdarza się, że ratuje kogoś w potrzebie, ale jako osoba z natury totalnie apolityczna, nie plącze się w działania żadnej ze stron, nie odczuwa także potrzeby dbania o podtrzymanie życia w kopule czasowej i nie odczuje jej pewnie dopóty, dopóki nie będą od tego zależały jej własne interesy.



# Uwielbia pichcić, ale, co ciekawe, sama rzadko spożywa swoje potrawy. Gotowanie ma sens tylko i wyłącznie, jeśli masz dla kogo gotować.
# Posiada wiele różnorakich instrumentów muzycznych. W większości nie potrafi się nimi posługiwać, ale w chwilach głębokiego osamotnienia zwykła grywać na swoich ukochanych skrzypcach smutne, melancholijne pieśni, zasłyszane w czasie licznych podróży.
# Amatorka kwaśnych jabłek. Jeśli ktoś posiada jakąś zaskakującą, niecodzienną rzecz, niekoniecznie użyteczną, może mieć niemal stuprocentową pewność, że wzbudzi nią zainteresowanie Chochoła.  
# Dziewczyna, mówiąc o sobie, zwykła posługiwać się swoim imieniem własnym, od innych wymaga jednak, by korzystali z pseudonimu.
# Po cichu, za plecami innych, upewniwszy się, że nie zostanie pociągnięta do odpowiedzialności, lubi szerzyć poglądy nieco anarchistyczne, skierowane nie tyle bezpośrednio przeciwko osobie panującej, co wyzwoleniu się spod władzy ogólnie przyjętych norm. Ot, taka ekstrawagancja. Po babuni.
Powrót do góry Go down
Victoria
Admin
avatar

Nazwisko : A'tiarne
Imię/pseudonim : Victoria
Wiek : Wygląda maksymalnie na 19 lat.
Broń : Sztylet.
Wygląd : Dziewczyna o drobnej, aczkolwiek kobiecej budowie, której chuda twarz otulona jest prostymi, rudymi włosami. Posiada ostre kości policzkowe, nienaturalnie jasne oczy i lekko ironiczny uśmiech. Na ciele uzdrowicielki znajduje się kilka charakterystycznych blizn.
Fabularnie : Gdzieś tam na rynku, czy coś.
Liczba postów : 61

PisanieTemat: Re: Przyjdź, Chochole, na wesele...   Czw Lis 07, 2013 4:38 pm

Bardzo ładna karta - witaj wśród uzdrowicieli.
Akceptacja
Powrót do góry Go down
http://without-time.forumpolish.com
 
Przyjdź, Chochole, na wesele...
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Polana w środku lasu

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
One holds one's breath ::  :: Karty Postaci-
Skocz do: