One holds one's breath



 
IndeksCalendarFAQSzukajRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Wyzwanie pierwsze

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz Gry

avatar

Nazwisko : Mistrz Gry
Imię/pseudonim : Nieprzewidywalny
Wiek : Ponad czasem
Broń : Cięta riposta
Wygląd : Nikt nigdy go nie widział, ale każdy wie, że istnieje...
Fabularnie : Zawsze i wszędzie
Liczba postów : 9

PisanieTemat: Wyzwanie pierwsze   Pią Sty 10, 2014 8:41 pm

Iryde

Iryde spędzała każdą wolną chwilę na próbie rozszyfrowania maczków, znajdujących się na mapie. Musiały być prawdziwe, była tego pewna. Za skomplikowane na falsyfikat. Próbowała mieszać różne języki, śledzić ich rozwój, ale mimo długich studiów nad mapą nie miała dosłownie nic. Czuła frustrację - ona, mistrzyni i ma zostać pokonana przez jakiś stary dokument? To było wręcz niemożliwe. A ci studenci, którzy mieli mapę przed nią, co jeśli oni coś odkryli, a ona nie mogła złapać tropu? Ta myśl nie dawała jej spokoju, sprawiała, że mimo trudności nie mogła odpuścić, musiała dopiąć swego za wszelką cenę. Taka była, uparta. To już kilkunasta noc z rzędu, którą zamierzała spędzić badając te przeklęte znaczki. Przypominały trochę pismo gotyckie... i klinowe. Cholera, to przypominało wszystko i nic! Wstała gwałtownie zza biurka, szurając głośno krzesłem. Słysząc ostrzegawcze syknięcie bibliotekarki, machnęła jedynie ręką i zaczęła krążyć wokół swojego stanowiska, zarzuconego książkami. W centrum leżała mapa. Tak samo tajemnicza jak tego dnia, którego ją wygrała. To już nie była kwestia skarbu, chociaż owszem, on również był ważny. Teraz w grę wchodziło już coś więcej. Ambicja.
- Szlag! - Warknęła, nie zwracając większej uwagi na mordercze spojrzenie, które posłała jej bibliotekarka. Oh, niech da spokój. Ona tu rozwiązuje wyjątkowo trudną zagadkę. Ważą się tu losy świata, a ta śmie na nią syczeć! No, może nie świata, ale... jej! Tak.
Potrzebowała świeżego spojrzenia. Podeszła do biurka i stając przed nim, jednym zamaszystym ruchem zrzuciła książki na podłogę. Razem z dokumentami na ziemię zleciała mapa. Bibliotekarka zaniepokojona uniosła się, ale nie odważyła się nic więcej zrobić. W końcu w całej bibliotece oprócz nich nie było nikogo. Dodatkowo było ciemno, jedynie lampka przy stanowisku mistrzyni jasno świeciła. Iryde niechętnie pochyliła się po mapę, mając już trochę dosyć. I wtedy doznała olśnienia, zauważając coś dziwnego. Szybko usiadła za biurkiem, podsuwając do siebie lampkę i przykładając do niej mapę. Tak! Znak wodny, że też wcześniej na to nie wpadła! Przypominał... posąg? Całkiem nieźle namalowany. Przedstawiał łucznika. Intrygujące. Pod nim były litery. Wyglądające całkiem normalnie. Zaczynało być coraz ciekawiej.

Zadanie: poszukiwania i odnalezienie posągu łucznika. Odkrycie tajemnego przejścia.
Powrót do góry Go down
Iryde

avatar

Nazwisko : Mayros
Imię/pseudonim : Iryde
Wiek : 15
Broń : Kostur oraz nożyk do ścinania roślin, którego i tak nie potrafiłaby użyć jako broni.
Wygląd : Dziecięce rysy twarzy, czarne długie włosy i szare oczy. Wyjątkowo niska.
Fabularnie : Charlotte - Rzeka
Liczba postów : 21

PisanieTemat: Re: Wyzwanie pierwsze   Nie Sty 19, 2014 4:51 pm

Pod rozkloszowaną spódnicę założyła ciepłe pończochy, na ramiona zarzuciła gruby szal. Nawet zrezygnowała z parocalowych koturnów, na których mimo długich praktyk nie potrafiła chodzić. Do tobołka zapakowała pół bochenka chleba i uwędzone plastry mięsa. No, przynajmniej pod jednym względem była przygotowana. Tak, poza tym to kompletnie nie wiedziała, gdzie ma iść, co ją czeka i czego może się spodziewać, gdy już odnajdzie właściwą drogę.
Wyruszyła szybko, jakby bojąc się, że zaraz straci resztki chęci, które na nowo rozbudziło w niej odkrycie wodnych znaków. Nie, nie planowała rezygnować na tym etapie. Była prawdziwie z siebie zadowolona. Chociaż wcale nie pogardziłaby odrobiną snu…
Słońce powoli zachodziło, oddając miejsce nocy. To był najbezpieczniejszy moment, aby uniknąć niechcianych spojrzeń. Zresztą kto by tam zwrócił uwagę na takiego karła, jak ona po ciemku! Chociaż raz jej nieprzeciętny wzrost się na coś przyda. Szła powoli, mimo wszystko omijając główne uliczki. W ciemnym zaułku po raz kolejny mrużąc oczy, zerknęła na swoje notatki i mapę, usiłując odgadnąć co teraz. „Co za idiota rysował tę mapę! Idiota!” – Zaklęła w myślach. Żadnych nazw uliczek, żadnych charakterystycznych punktów odniesienia, jedynie malunki i zagadki. Nie mogło być tak pięknie – „Po minięciu rezydencji władcy skręć w prawo”. Na papierze w wolnym tłumaczeniu mieniły się raczej słowa „Od uprawy wilczych jagód idź z kierunkiem pokrycia plechy”, na które Iryde zareagowała jedynie uniesieniem brwi. Nawet, gdy na obrzeżach miasta odnalazła już parę dziko rosnących krzewów, o których była mowa, nie miała pojęcia, o co chodzi w kolejnej części zdania. Jej pokłady cierpliwości, które i tak nigdy nie były zbyt wielkie, zaczynały się wyczerpywać.
Wędrowała w każdym kierunku, wracając do punktu, którego była pewna. Dopiero przy piątym razie, wybierając za drogę północny wchód natrafiła na zagajnik. Co znajdowało się na drzewach? Plecha, cudowna plecha! Nigdy nie przypuszczała, że grzyb może sprawić jej tyle uciechy. Nie potrzebowała wiele czasu, aby rozpoznać, że narośl pojawia się tylko od zachodu, tam gdzie słońca było najmniej. Przyspieszyła kroku, brnąc przez błoto, mech i pnącza, z nieukrywanym podnieceniem w oczach.
Raz co raz się zniechęcała, bo zagadek było jeszcze trochę, ale nie przeszło jej przez myśl, aby porzucić całą sprawę. Wywędrowała na bezdroża, których nigdy wcześniej nie widziała na oczy, ani nie słyszała o ich istnieniu. Przed jej oczyma ukazały się zgliszcza i ruiny, choć nie było to żadną wskazówką, czy idzie w dobrym kierunku. Na niebie pojawiała się pierwsza łuna wschodzącego słońca. Cóż, przynajmniej będzie cieplej. Może… to czas na małą przerwę? Postój? Odrobinę snu? Tylko… tylko parę minut. Przysiadła na półce skalnej, wzdychając głęboko. Nie miała pojęcia, gdzie jest, ani jak wrócić do domu. Chociaż to nie było aż takie ważne. Poradzi sobie z powrotem, gdy tylko znajdzie jakąś żywą duszę która może ją poprowadzić. Za to nikt nie pokieruje jej do upragnionego znaleziska, z tym musi poradzić sobie kompletnie sama. Już miała rozpakowywać bochen chleba, gdy…
O cholera! Łucznik! Zasrany łucznik, który sprawił jej tyle kłopotów! Poderwała się nie równe nogi, przyglądając się swojemu znalezisku. W skale przy której przysiadła został wyryty petroglif, przy dużej tolerancji mogący nosić miano łucznika. Miał jako tako nogi, dumnie rozłożone ręce i napięty łuk z wsuniętą strzałą. No to super. Tylko co dalej? Żadnej dźwigni, przycisku, klamki, ani nawet drzwi. Wiedziała, że nie może być zbyt prosto, ale to już było przegięcie! Nie myślała wiele. Nie tylko przez brak snu, ale przede wszystkim przez zwykłe zdenerwowanie i brak cierpliwości. Przygotowała potężne zaklęcie i miotnęła nim z skałę, z hukiem rozkruszając ją na maleńkie kawałki. Wszystko się zatrzęsło, ze szczytu zaczęły osuwać się kamienie. Ale nie myliła się chociaż w jednym – za obrazem znajdował się tunel. Cóż, cała góra pewnie zaraz runie, ale to nie powstrzymało Iryde przed przyszykowaniem pochodni przed wejściem do środka. Odeszła zaledwie parę kroków dalej, sięgając po odpowiedni patyk, gdy zobaczyła właściwe wydrążone wejście ze schodami, aktualnie zasypane przez spowodowany przez nią wybuch. O cholera. .. Wystarczyło zmienić jedynie punkt widzenia.
- Coś za coś. Nie można mieć w końcu wszystkiego. – Mruknęła do siebie pod nosem, z rozpalonym już ogniem wchodząc do nowoutworzonego przejścia.
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry

avatar

Nazwisko : Mistrz Gry
Imię/pseudonim : Nieprzewidywalny
Wiek : Ponad czasem
Broń : Cięta riposta
Wygląd : Nikt nigdy go nie widział, ale każdy wie, że istnieje...
Fabularnie : Zawsze i wszędzie
Liczba postów : 9

PisanieTemat: Re: Wyzwanie pierwsze   Pon Sty 20, 2014 5:38 pm

Iryde:

Czarnowłosa miała na pewno rację co do tego, że nie można mieć wszystkiego. A na pewno nie prostej drogi. Już po paru zakrętach ponownie znalazła się poza jaskinią, zdezorientowana rozglądając się po okolicy. Wydawało jej się, że instynkt jej nie zawiedzie i wybiera dobry kierunek. Zresztą, w niektórych miejscach nawet nie było rozwidleń, żeby wybrać inną drogę! Usiadła zmęczona, sięgając po bochenek chleba i dłubiąc w nim palcem zamyślona. Nie mogła się poddać. Zasypała główne przejście, ale udało jej się dotrzeć do głównego korytarza. Czegoś nie zauważyła. W podziemiach nie było łucznika, a ona wyszła na powierzchnię. Gdzieś musiały być jakieś znaki, coś... cokolwiek!

Nie pamiętała kiedy zasnęła ani tym bardziej jak długo spała. Po prostu te kilka nieprzespanych nocy dało się we znaki. I to dość mocno, bo na niebie świecił już księżyc w pełni. Uniosła się, sprzątając zeschnięty chleb do torby, jak tylko znajdzie trochę wody to może nawet będzie się on nadawał do jedzenie. Podniosła się i zaskoczona spojrzała przed siebie. Rzeźba! Jak to możliwe, że wcześniej jej nie zauważyła? Poderwała się na równe nogi i podeszła do wnęki, w której znajdowała się postać. Widoczna była jedynie w zimnym świetle księżyca, to wiele wyjaśniało. Przykre natomiast było to, że rzeźba przedstawiała wodnika, nie łucznika... ale był to już jakiś trop. Może każde rozwidlenie prowadziło do podobnej dolinki w górach, a w każdej znajdowała się inna rzeźba?
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Wyzwanie pierwsze   

Powrót do góry Go down
 
Wyzwanie pierwsze
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» "Podejmiesz wyzwanie?"
» Prywatna pracownia/Komnata Hiro [pierwsze piętro]
» Pokój grzeszny [Pierwsze piętro]
» 30 Dni Pokemon - Wyzwanie!
» Pokój gościnny [Pierwsze piętro]

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
One holds one's breath ::  :: Eventy :: Poszukiwania skarbu Thelohan-
Skocz do: